Pod koniec trzeciego miesiąca życia chuścioch przeszedł metamorfozę nie do poznania. Zaczął być dużo bardziej kontaktowy i ciekawy świata. Mama zdecydowanie już mu nie wystarczała. Chciał oglądać wszystko wokół, a najlepiej to, co znajduje się w kierunku, w którym szliśmy. Był więc przez większość czasu totalnie wyprężony do tyłu. Śmiałam się czasem, że wygląda jakby miała mu się głowa urwać. Ale był to śmiech przez łzy, bo jak się takie ruchliwe siedem kilo wyprężyło i wychyliło łepek do tyłu, to nie dość, że w odczuciu podwajało swoją wagę, to jeszcze zwykle po kilkunastu minutach starannie dociągnięte wiązanie zostawało zmasakrowane. Ja się denerwowałam, dziecię się złościło, bez sensu. Zaczęłam szukać, o co może chodzić. Długo nie trzeba było szperać. Chociażby tutaj Marta świetnie to wyjaśnia. Rozwiązanie było proste - czas na plecak prosty.
Prędziutko umówiłam się z doradcą, która dwa miesiące wcześniej uczyła mnie pierwszych wiązań, bo absolutnie nie miałam na tyle odwagi, by próbować samej. I tak każdy, komu mówiłam, że chcę wrzucić trzymiesięczniaka na plecy, kazał mi puknąć się w łeb. Gdzie takie małe dziecko na plecy?! Nie powiem, że się nie bałam. Obawy były tym większe, im bardziej otoczenie okazywało mi dezaprobatę. Ale nie chciałam, żeby nasze chustowanie było źródłem coraz większej frustracji. Pamiętam tę chwilę, kiedy zawiązałam swój pierwszy w życiu plecak - co za ulga! Zupełnie inaczej odczuwa się ten słodki ciężar, caaały przód wolny, a dziecię spokojne i nigdzie się nie wyrywa!
![]() |
Mój pierwszy plecak ever :D |
Pierwsze "ale": samo motanie. U nas klasyczny tobołek się nie sprawdził, bo młody dostawał histerii, a ja za bardzo się stresowałam. Szybko zaczęłam wrzucać małego na plecy "z biodra". Technika spoko, ale tylko wtedy, gdy młodzież jest spokojna i współpracuje. Jak zaczyna fikać, trzeba się oprzeć jego tyłkiem o ścianę i trochę nagimnastykować, a i to nie gwarantuje, że się coś nie schrzani w wiązaniu. Mój mąż mówi, że jak na to patrzy, jest bliski zawału. A ja czasem po zawiązaniu muszę otrzeć pot z czoła.
Drugie "ale": to, że dzieć jest z tyłu bywa wadą. Nie wiem, czy czapka zasłania mu dobrze uszy, czy nie jest cały ośliniony, czy nie przyblokowała mu się rączka przy brzuszku... Często się przeglądam w szybach samochodów, sklepowych witrynach czy swoim telefonie i staram się kontrolować sytuację, a w razie potrzeby poprosić kogoś o pomoc (chusta łagodzi obyczaje :D). Ale jednak nie jest to taki komfort jak z przodu, zdecydowanie.
Trzecie "ale": małe stópki wiercące dziury w boczkach. Wrrrr! Nie znoszę tego uczucia... ;p
Słowem - coś za coś.
Uwielbiam plecak, ale czasem go nie znoszę.
A czy do wiazania na plecach dziec nie powinien siedziec samodzielnie, czy wystarczy tylko ze trzyma glowke?
OdpowiedzUsuńJa sama plecaka nigdy nie uzywalam, wlasnie z tego wzgledu ze wolalam miec dziecko w zasiegu wzroku. No i dodam ze wrecz komunikacja nie wolno jezdzic z dzieckiem na plecach, bo nie jest się w stanie mu zapewnic bezpieczenstwa!
Plecak prosty to wiązanie, w którym można nosić dzieci od urodzenia, ponieważ, przebieg chusty jest w nim identyczny jak w kangurku. W niektórych instrukcjach jest taka informacja, że dziecko powinno dobrze trzymać główkę, ale to też nie jest konieczne, bo dobrze zawiązana chusta będzie ją podtrzymywać (powinna się układać w kształt litery U), a poza tym plecy noszącego są solidnym oparciem.
UsuńDo innych wiązań na plecach (np. plecak z krzyżem, DH, RRRR) dziecko musi być samodzielnie siadające.
Dzięki, dobrze wiedziec :) Ja się plecakami nigdy nie interesowalam wlasnie, raz probowalismy wrzucic Adaska na plecy jak już byl wiekszy, ale odmowil wspolpracy i jednak powedrowal na przod.
Usuń